niedziela, 27 października 2013

2 blog.

Postanowiłam nie pisać mojego drugiego bloga. Na tą chwile nie piszę nic więc jedynym źródłem kontaktu jest fb albo ask. Jeżeli chcecie się o coś zapytać lub dostać fb to piszcie ask.fm/Byleciasteczko.

piątek, 25 października 2013

Rozdział dwudziesty pierwszy

I oto jest, ostatni rozdział ;) Chciałabym ,żeby wszyscy którzy wejdą tu później niż dziś wiedzieli ,że blog jest dla mnie czymś ważnym i wiem ,że wiele ludzi chce go czytać wiec zostawiam całe rozdziały do waszej dyspozycji czytelniczej. PRZYPOMINAM JEDNAK ,ŻE WSZYSTKIE SĄ MOJĄ WŁASNOŚCIĄ I NIE KOPIUJEMY ICH LUB KOPIUJEMY I WSTAWIAMY WRAZ Z LINKIEM DO MOJEGO BLOGA. A czytelników prosiłabym o uwagę, jeżeli gdzieś zobaczycie jakikolwiek rozdział stąd na innym blogu proszę o danie mi znać na ask.fm/Byleciasteczko

Wyjęłam z walizki sukienke dla Rose, poskładałam ją i wyszłam. Zapukałam do drzwi, otworzył... Alan. Był jak zwykle czarujący. Zaprosił mnie do salonu.
-Rose wyszła na zakupy z Emily i Billem. Powinna być za chwilę, zrobić ci coś do picia? Już wróciliście ze ślubu? Przepraszam za ciekawość. Rose mi powiedziała.
-Okej, poczekam. Mogę prosić kawę?-Alan kiwnał głową i udał się do kuchni-Tak, wróciłam już, jakoś tęskniłam za domem.
-Coś się stało? Słyszałam jak rozmawiałaś z Rose. Nie podsluchuje ale wiesz... miała na głośniku.
-Taka sprawa z Harrym, już nic ważnego.
-Jesteście dalej razem prawda?-zapytał ostrożnie.
-Nie. Może to i lepiej? A u ciebie, co działo się przez te kilka tygodni?
-Studia, praca, rodzina. Przyjechałem tutaj na miesiąc. Pomagam teraz cioci w domu. Emily była chora na grypę.-podał mi kubek.
Porozmawialiśmy jeszcze trochę gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki w przed-pokoju. To Rose, już wrócili z zakupów.-Hej, opowiesz mi wszystko tylko się przebiore-uściskała mnie Rose.
-Martyna!!!-przytuliła mnie Emily, wzięłam ją na ręce i zakręciłam.
-Mam coś dla ciebie Rose.
Podałam kobiecie pakunek i zaczęłam rozmawiać z Emily. Wypytywała mnie o Harrego, jak było. Weszła Rose i Emily zrozumiała ,że musimy porozmawiać. Wyszła do swojego pokoju biorąc ze sobą Alana.
-A więc jak to załatwiłaś?-zapytała kobieta robiąc sobie kawę.
-Powiedziałam mu wczoraj, przed odlotem. Nie chciałam tak dalej żyć.
-Dziękuje za sukienkę. Jest śliczna. Dobrze postąpiłaś, nie martw się tym.
-Należała ci się. Jest idealna dla ciebie.
-A co ty sobie kupiłaś?
Opowiedziałam kobiecie o moich zakupach, o ślubie i o tym jak dowiedziałam się o romansie, własciwie zdradzie Harrego. Przy tym ostatnim nie wytrzymałam, po policzku spłynęły mi łzy. Rose próbowała mnie pocieszyć ale wytłumaczyłam jej ,że sama muszę dojść do siebie. Wychodząc powiedziałam by wpadła do mnie jutro. Kazałam pozdrowić Alana. Widziałam ,że stał za ścianą ale chyba wolał się nie pokazywać.
W mieszkaniu zaczęłam płakać. Wziełam telefon:3 nieodebrane połączenia i 5 sms. Połączenia od Liama i jedno od Harrego. Sms głównie od operatora.
'Co się stało, przyjedź do nas. Pogadamy.'-Liam
'Nie płacz. Jesteś piękna.'-Nieznany
Ten drugi bardzo mnie zaciekawił. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Moim oczom ukazał się Alan w samych bokserkach. Jak zwykle był pociągający. Wpuściłam go do środka, zrobiłam nam kakao i siadłam obok niego na kanapie.
-Nie przejmuj się tym dupkiem. Nie zasługuje na ciebie-objął mnie ramieniem.
Czułam się przy nim bezpiecznie, tak miło. Wtuliłam się w jego tors po czym zapytałam:
-Dlaczego wy faceci tacy jesteście?
-Jacy?
-No wiesz, niektórzy tacy boscy, pociągający a inni to tacy frajerzy.
Pogadałam z Alanem jeszcze trochę i poszłam spać. Chciałam żeby ze mną został ale powiedział ,ze nie może. Uznałam ,że tak będzie lepiej. Przygotuje się do samotnych nocy.
Nie umiałam zasnąć. Napisałam do Alana i już po chwili ktoś pukał do moich drzwi.
-Nie mogę spać.
-Chodź, Alan pomoże ci zasnąć-zaprowadził mnie za ręke do sypialni.
Najpierw próbował mi śpiewać, potem coś mi opowiadał aż w końcu sam padł. Ja nie śpiąc przyglądałam się jego nagiej klatce. Była opalona, jak od idealnego modela. On sam wyglądał jak model co powodowało ,że czułam się niezręcznie leżąc z nim w łóżku. Spojrzałam na jego nogi, gdy wracałam wzrokiem do góry zauważyłam ,że jego oczy spoglądają na moje ciało. Poczułam jego rękę na moim brzuchu, za chwilę jego usta na moich. Były całkiem inne niż Harrego. Pieściły moje, całował zachłannie jakby to miało juz nigdy nie trwać tak jak dziś. Po chwili jednak jego usta delikatnie spoczywały na mojej szyi. Co kilka sekund muskał nimi moje ramie. Czułam się jak w niebie.

Rano spostrzegłam ,że Alana przy mnie nie ma. Byl w kuchni, ubrany w ciasną koszulkę parzył nam kawę.
-Co na śniadanie?
-A co chcesz-zajrzał do mojej lodówki-Wszystko to co masz w lodówce. Mogę skoczyć do sklepu jeżeli wolisz.
-Nie, mam tam chyba jajka prawda? Zrobimy sobie naleśniki.
-Umiesz?-zaśmiał się.
-No jak nie jak tak!
Po chwili gotowe było już ciasto na naleśniki, patelnia rozgrzana. Wlałam trochę ciasta i starałam się roznieść je po patelni. Widocznie do kolejnej zalety Alana należy robienie naleśników bo tylko kiedy przejął patelnie, naleśniki były gotowe w 5 minut. Wyjęłam nutelle i wzięłam nóż.
-Jak lubisz je jeść?-zapytał.
-Najczęściej smaruje je nutellą, składam i jem. Tak najbardziej mi smakują-zademonstrowałam.
Chłopak po nieudanych 3 próbach poddał się i dał mi się popisać. Posmarowałam naleśnik równo nutellą i zwinęłam, na górze narysowałam nutellowe serce. Uśmiechnął się po czym zjadl ze smakiem. Ubraliśmy się i postanowiliśmy wyjść na miasto.
-Myślisz ,że lepsza będzie ta?-krzyknęłam z przebieralni lekko uchylając drzwi-Czy ta?
-Kochanie, obie są śliczne i świetnie na tobie leżą.
-Nie pomagasz-zaśmiałam się po czym zdecydowanie wybrałam zwiewną różową sukienkę.
-Wybrałaś tą?-zapytała mnie pani z obsługi-Jest dziś promocja. Kupisz 2 sukienki a 3 będzie 50% taniej.
-Dziękuje, może skorzystam.-natychmiast przeszłam cały sklep w poszukiwaniu 3 sukienki.
Dobre 20 minut zajęło mi zanim ją znalazłam, klasyczna sukienka ze wzorkami. Na szyi miałam supeł do regulacji a w tali sznurek do ściągania gumki. 2 końce opadały luźno na kolana tworząc lekki krój tulipana.
-No, no. Podoba mi się-skomentował Alan.

Udaliśmy się do kasy po czym na lody. Gdy już mięliśmy siadać przy stoliku spostrzegłam Harrego. Siedział na wysokim krześle a obok niego... Ania. Wiedziałam ,że Hary nie oprze się jej urodzie. Dla mnie nie było to już ważne, miałam Alana i to teraz się liczyło.

niedziela, 13 października 2013

Rozdział dwudziesty

Zbliżamy się do końca opowiadania ;) Zostało kilka rozdziałów i ahoj, koniec ;) Mam 2 bloga na którego was zapraszam(tam nowy rozdział pojawi się jutro lub we wtorek) http://newyork-newlife-newme.blogspot.com/

Po całej tej imprezie byłam wykończona. Wróciliśmy do domu o 22. Zaczęłam się pakować, część rzeczy spakowałam do paczki i postanowiłam wysłać priorytetem do Londynu. Nie miałam już nic do roboty gdy nagle wszedł Harry.
-Co to za teatrzyk z Szymonem?
-Szymon to świetny gość, o co ci chodzi?
-O to ,że jesteś moja a nie jakiegoś dupka-chwycił mnie w tali.
-A ty to już mój nie jesteś? Ah zapomniałam, masz Anie-zapięłam walizkę znosząc ją na dół.
-Gdzie się wybierasz co?! Po za tym to ty mnie z nią ustawiłaś!-dom był pusty, krzyki Harrego roznosiły się po nim jak echo.
-Do Londynu. Tak, to mój błąd ,że cię tu zabrałam byś ją poznał. Może wtedy zdrada nie byłaby dla nas znana. Myślałeś ,że się o was nie do wiem?
-Co ty gadasz?!
-Słyszałam kochanie jak z tobą rozmawiała przez telefon-już teraz jest świadomy mojej wiedzy-I jak mówiła ,że masz mi o was powiedzieć. Wracaj z nią, ja mam na dzisiaj umówiony lot. A i nie przychodź do mnie w Londynie co? Nie chcę cie nawet widzieć tutaj ale tam tym bardziej. I jeszcze pomyśleć ,że robiłeś ze mnie idiotkę.
-Haroldzie jesteśmy sami! Ta suka sobie poszła do jakiejś kumpeli, jutro wyjeżdża. Mam cię na całe... O kurwa.-była pijana, chyba nie za bardzo nawet mnie zauważyła.
-Nie przeszkadzaj sobie. A teraz faktycznie ide do znajomej. Żegnam Haroldzie-powiedziałam ironicznie.
Tak na prawdę nie wybierałam się do żadnej przyjaciółki czy też znajomej. Nie chciałam ich widzieć razem. Poszłam na pobliski plac zabaw i zatopiłam dłonie w swoich włosach. Nie umiałam opanować łez, było... Tak cicho i pusto. Zadzwoniłam do Rose. Musiałam jej wszystko wyjaśnić.
Rozmawiałam z nią dobre pół godziny. Potem zdecydowałam się wrócić do domu. Na wejściu zauważyłam walizkę Stylesa przy mojej.
-Czy ci się to podoba czy nie wyjeżdżam z tobą-próbował mnie przytulić ale odepchnęłam go.
Udałam sie w stronę sypialni, padłam na łózko i zasnęłam.

-Szkoda ,że już odjeżdżasz-przytuliła mnie Natasza-Mat podwiezie cię na lotnisko, trzymaj się i dzwoń czasem.
Gdy się żegnaliśmy nie brakowało łez i obietnic ,że tu wróce. Jeszcze przed wyjściem zadzwonił Szymon, dziękował mi za wczoraj i życzył miłego lotu. Harry słysząc jego głos miał ochotę wyjść ale się powstrzymał.
Na lotnisku byliśmy za 20 minut.
-Okej, dzięki braciszku, przyjedźcie kiedyś mnie odwiedzić.
-Jasne, nie przegapimy takiej okazji-uściskał mnie.
Wraz z moimi walizkami... i Harrym, szłam w stronę lotniska. Żałowałam ,że muszę już jechać ale chciałam. Wolałam być już w swoim domu, w Londynie. Czekałam tylko gdy odprawią nas na miejsca. Sprawnie poszło i już za chwilę siedzieliśmy w samolocie. Wokół mnie siedzieli sami Polacy, lecieli za pracą, do rodziny. Cieszyłam się ,że ja leciałam tam za niczym. No może za szkołą którą miałam zacząć za tydzień. Czekałam tylko kiedy wylądujemy, będę mogła zamówić taksówkę i usiąść w ciepłej sofie z filiżanką kawy.
Po 2,5H lotu wylądowaliśmy. Wzięłam swoje bagaże i udałam się w stronę wyjścia. Harry szybko złapał swoje walizki i pobiegł za mną.
-Przepraszam-złapał mnie za ręke i obrócił w swoją stronę.
-Oh, wybaczam ci. To jednak nie znaczy ,że nadal z tobą będę.
-Ale...
-Żadne ale Harry. Dobrze wiedziałeś ,że tak będzie jak sie dowiem. Po co się w to pakowałeś co? Zależy ci na miłości i seksie czy samym seksie bo ja nie rozumiem.
-Na tym pierwszym.
Nie odzywając się odeszłam. Znalazłam wolną taksówkę i odjechałam. Zostawiając Harrego na lotnisku. Nie przejmowałam się nim. Teraz już nie.
 

niedziela, 29 września 2013

Rozdział dziewiętnasty

Wybaczcie ,że tak długo ale miałam pewne problemy. Mam 2 bloga, zlinkuje go wam kiedyśtam i mam nadzieje ,że jak już skończę pisać tego to razem ze mną będziecie zaglądać na tamtego ;) 

To co usłyszałam było ciosem poniżej pasa. Już wiedziałam co Harry robił tamtej nocy. Wiedziałam z kim był i dlaczego tak się dzisiaj zachowuje. Schowałam się w łazience a gdy Ania wyszła z domu ubrałam coś luźniejszego i zaparzyłam sobie kawę. Byłam tak smutna ,że nawet Babcia nie poprawilaby mi humoru. Marzyłam o wykrzyczeniu tego wszystkiego Harremu w twarz. Ze zmęczenia padlam zapłakana w sypialni. Nagle poczułam czyjąś ręke na ramieniu. Gdy spostrzegłam ,że to Harry dreszcze mnie przeszły.
-Co się stało kochanie?-otarł mi ostatki łez.
Nie mogłam się przyznać ,że o wszystkim wiem. Czekałam na idealny moment. Skłamałam by potem zrobić to co należy zrobić.
-Nic, śniła mi się babcia-dramatycznie przylgnęłam do Harrego.
-Nie martw się jestem tutaj ja.
Chciałam mu teraz powiedzieć co o tym myślę, jaki dla mnie jest i ile znaczyło to ,że byliśmy razem. Weszła jednak do pokoju pijana Ania.
-Panie Styles zapraszam do mojej sypialni-gdy to powiedziała nie wytrzymałam i wyszłam. Poszłam do przed-pokoju, założyłam adidasy i wyszłam. Jedynym czynnym teraz sklepem było Tesco. Chodziłam bez celu czekając aż nadejdzie 6. Nagle zadzwonił mój telefon. To Natasza, dałam jej mój nr w razie czego.
-Gdzie jesteś słonko?-troskliwa, zachowała się jak moja mama.
Kochałam ją jak członka rodziny, jak kogoś wartego Mata. Cieszyłam się ,że to ona z nim jest.
-A poszłam do sklepu, nic ważnego. Nie przejmuj się mną-zaśmiałam się-Dotrę za chwilę do domu. Miałam wielką ochotę na świeże owoce.
-Czekamy na ciebie. Musimy ci coś oznajmić.
Nie wiedziałam co to takiego.

Rano okazało się ,że Ania jedzie z nami do Londynu, kupiła sobie mieszkanie i wraca. Nie mogłam w to uwierzyć. Natychmiast zadzwoniłam do Rose.
-Hej, Rose! Wracam już jutro do Londynu-zaczęłam-Może wybierzemy się razem do kina, co ty na to?
-Chętnie, coś się stało?-szczęście ,że rozmawiałam z nią w łazience, wybuchnęłam płaczem.
-Rose on mnie zdradził. Zdradził mnie z siostrą panny młodej. Natasza, żona mojego brata jest piękna ale i bardzo miła. Za to jej siostra Ania? Okropna piękna jędza. Nie mogę dłużej tu być. Nie daję rady, na dodatek ona jedzie z nami do Londynu. Muszę kończyć-usłyszałam pukanie i głos Nataszy-Zadzwonie później, pozdrów Emily.
-Wszystko w porządku Martyna?
Wpuściłam ją do środka i wszystko jej opowiedziałam. Powiedziałam też ,ze jeżeli nie ma nic przeciwko to wracam już jutro. Próbowała mnie przekonać ale nie udało jej się to. Pomogła mi się pozbierać i zaoferowała krótkie zakupy przed poprawinami. Zgodziłam się, pojechałyśmy najpierw do kantoru na następnie do centrum handlowego.
Na miejscu od razu poczułam się jak w domu, ludzie mówili po Polsku, śmiali się. Rejestracje były Polskie, Polskie ceny na wystawach aż raziły w oczy. Wymieniłam trochę pieniędzy i udałyśmy się do sklepu. Ja kupiłam sobie czarne rurki, moją pierwszą pare conversów, kilka swetrów norweskich i bieliznę. Natasza kupiła sobie szpilki, mnie też oferowała jedne. Skusiłam się. To zemsta na Harrym, pójdzie jutro z Anią  na ślub. Ja za to poznałam świetnego kolesia, bardzo zależy mu na Ani. Poprosiłam go czy mógłby mi towarzyszyć. Zgodził się, szpilki były tego dopełnieniem.
-Przewrócę się na nich-zaśmiałam się.
-Oj tam, Szymon cię utrzyma-poklepała mnie po ramieniu-O której jutro wyjeżdżasz?
-Koło południa pewnie. Dziękuje.
Jedną rzeczą której jeszcze nie miałam to prezent dla Rose. Na dziale z sukienkami wszystko stało się jasne. Natasza wzięła z 5 i udała się do przymierzalni. Pamiętam ,że Rose nosi S, upewniłam się jeszcze dzwoniąc:
-Hej, masz rozmiar s prawda?
-Tak, o co chodzi?-zapytała.
Odpowiedziałam zobaczysz i się rozłączyłam. Wybrałam dla niej sukienke bez rękawów z koronkowym tyłem, czarny materiał będzie obcisły. Sama wybrałam dla siebie jakąś sukienkę i udałam się w ślady Nataszy. Czarna sukienka leżała na mnie świetnie. Długie rękawy ściskały mi ramiona a lakierowana część sukienki(cała reszta) lśniła na moim ciele. Gdy tylko wyszłam Natasza krzyknęła do mnie:
-Bosko kochanie, bierzesz ja!-i zaczęła mnie tulić.
 

wtorek, 17 września 2013

Rozdział osiemnasty

Jest! ;) Liczę na szczere komentarze. Następny pojawi się w przyszłym tygodniu lub w tym ale to mało prawdopodobne gdyż brak mi czasu.

 Rano strasznie się martwiłam. Harry poszedł wczoraj z Anią zwiedzać okolicę. Wrócili dosyć późno, nie widziałam go. Nawet długo nie posiedziałam bo do pokoju weszła Natasza.
-Przygotowuj się słonko!-powiedziała, promieniowała jak słońce w letni dzień.
-Idziesz teraz gdzieś?-zapytałam-Jest dopiero 7.30.
-Może chcesz wybrać się ze mną do fryzjera i kosmetyczki? Zrobisz sobie pazurki i fryzurkę.
-Okej, czekaj tylko wezmę portfel i się ubiorę.
-Ja funduje!-krzyknęła-Czekam w salonie, zrobię ci kawę. A, mam coś dla ciebie.
-Ja dla ciebie też-uśmiechnęłam się do niej.
Z walizki wyciągnęłam piękną czerwoną sukienkę. Sięgała do kostek, jej krój był idealny dla Nataszy. Podałam jej pakunek po czym dostałam buziaka w policzek.
-Dziękuje, teraz moja kolej. Ubierz ją, oczarujesz...Harolda?
-Tak, lubię to imię.-powiedziałam uśmiechając się i rumieniąc.
Położyła mi na rękach sukienkę. Była piękna. Niebieska, u góry jeansowa koszula, na dole doszyta była czarna obcisła, matowa spódnica. Podobał mi się ten komplet. Koszula przylegała mi do ciała tak jak spódnica.
-Wyglądasz bosko!-uściskała mnie-Pozwól się uczesać.
-Okej, nie ma sprawy.
Z moich długich włosów zrobiła wysokiego koka zostawiając grzywkę. Z 'latających' włosów zrobiła kłosa. Wyglądałam... Na prawdę ładnie. Dobrałam czarne szpilki i umalowałam oczy. Gdy wychodziłyśmy spotkałam Harrego.
-Wychodzę kochanie. Idziemy do kosmetyczki i fryzjera-mój pocałunek byl namiętny, natychmiast odwzajemniony.
-Dobrze, czekam na was.
Natasza zaprosiła mnie gestem w stronę garażu.
-Chodź, mam auto. Mat jest bardzo pracowity. Zarobił na to wszystko wraz ze mną. Poznaliśmy się w pracy. Na pewno chcesz wiedzieć.-spojrzała na mnie.
-Dziękuje. Dziękuje ,że jesteś. Dla Mata jesteś idealna.-przytuliłam ją.
-Chodź bo się jeszcze rozkleje.
Po chwili byłyśmy już u kosmetyczki. Nie chciałam super fryzury, wolałam świetne paznokcie.
-No no, szalejesz-fryzura Nataszy wyglądała, nie oszukujmy się... zajebiście.
Dziewczyna zaśmiała się spoglądając na moje paznokcie.
-A to, świetne. Ja też takie chce-uśmiechnęła się.

Po 2 godzinach poza domem wróciłyśmy. Szybko zaczęłyśmy się przygotowywać. Ja ubrałam moją kwiatową suknie, Natasza swoją ślubną. Dołączyła do nas Ania. Ubrała na ślub kremową sukienkę, dekolt sięgał dosyć daleko a dół odkrywał prawie całe nogi.
-Ślicznie wyglądacie-powiedziałam do nich.
Odpowiedziały uśmiechem.
Wyglądały jak ładniejsze wersje prezenterek telewizyjnych czy miss. Biała suknia Nataszy sięgała do ziemi, spod spodu nie widać było butów.
Wsiadłyśmy do auta, właściwie to limuzyny. Harry z Matem dotarli na miejsce wcześniej, mięli coś jeszcze zorganizować. Nie ukrywajmy, trochę się wlekłyśmy ale idealnie zdążyłyśmy czasowo. Ceremonia wyglądała na skromną, dużo gości. Na ławka porozwieszane były białe wstążki a na lampach u sufitu kościoła wisiały kawałki materiału pomieszane z kwiatkami.
-O jesteś!-przywitał mnie po cichu Harry biorąc za rękę.
Pomachałam Nataszy i siedliśmy z Harrym do ławki. Do rozpoczęcia mszy było 15 minut, postanowiłam porozmawiać z Harrym, dyskretnie.
-Gdzie byłeś w nocy?-starałam się bardzo ściszyć głos.
-Spałem na kanapie, nie martw się kochanie.
Nie wiedziałam czy była to prawda, nie chciałam wiedzieć.
Następne półtora godziny przesiedzieliśmy z Harrym spokojnie. Nadszedł czas samej imprezy. Wyjęłam z auta Mata prezent który kupiliśmy z Harrym naszej młodej parze. Był to czek na 1000zł do Ikea, śliczne poszewki na pościel i expres do kawy. Nasz prezent był ciężki więc niósł go Harry. Chciałam dać im coś przydatnego, coś co spodoba się im obojgu. Gdy weszliśmy do zamówionej restauracji poczułam zapach obiadu, domowego, Polskiego obiadu.
-Co tak ładnie pachnie?-Harry chciał rozpoznać woń ale na daremnie.
-To rosół. Polski rosół.
-To jakaś wasza potrawa? Taka no wiesz... Tradycyjna?
-To taka zupa którą dosyć często się je z makaronem.
Chyba chłopak nie za bardzo zrozumiał o co mi chodzi ale wskazałam dłonią gdy kelner wynosił talerze z zupą na stół. Zasiedliśmy do dużych okrągłych stołów. W sali grał już zespół. Piosenki były mieszane więc Harry starał się złapać rytm. Kilka razy zatańczyliśmy i przyszedł czas na zabawy ślubne. Harry nie za bardzo rozumiał o co w nich chodzi ale Ania wytłumaczyła mu co ma robić i gdzie stać. Ja odpuściłam łapanie sobie welonu lecz gdy wychodziłam coś spadło mi na głowę. Słyszałam w tyle westchnięcie tłumu więc szybko zdjęłam welon z głowy i obróciłam się do Nataszy. Ta siedziała już przodem do mnie a na twarzy malował się jej uśmiech. Poprosiła o mikrofon i kazała Matowi rzucić krawatem. Stety złapał go Harry. Czekał nas wspólny taniec, jeden z pierwszych. Wydawało mi się jednak ,że Harry nie czuje się z tym dobrze. Było mu okropnie... Wstyd? Nie wiedziałam jak mam się zachować dlatego oznajmiłam tuż po tańcu ,że wrócę do domu bo źle się czuje. Nikt nie protestował więc założyłam mój sweter i wróciłam do domu.

wtorek, 3 września 2013

Informacja.

Rozdział pojawi się niebawem ale widzę ,że nie komentujecie. Przykro mi i mam nadzieję ,że nabijecie więcej wejść bo w tej chwili jest 1469 <3 Mam dla was niespodzianke. Z tego powodu iż ten blog... Historia ma jeszcze kilka rozdziałów także za jakiś miesiąc to skończymy ;) Zaczynam pisać nową opowieść. O sobie. Nie wiem czy założe bloga ale jeżeli jest ktoś ciekawy pierwszego rozdziału to gg ;) A tu zapowiedź: To będzie opowieść o mnie. O moich problemach i tym jak staram się z tym radzić. To moja opowieść, czasem sama myślę ,że nie jest to fikcja... Nic tu nie jest pewne. Opowiem wam wersje mojego życia moimi oczami. Czasem fikcja może być prawdą a prawda fikcją. Miejsce, czas, osoby nie będą te same. Pisanie to magia a pewne osoby nie zasługują by obdarzać ich magią. Typowa nastolatka mająca trochę nietypowe problemy. Zaczyna się ciekawie...?

środa, 28 sierpnia 2013

Rozdział siedemnasty

I oto jest <3 Dziękuje za wszystkie komentarze i wg ;)

Rano obudził mnie sms od Mata.
-Spakowani? Jak wam idzie wybieranie się na lotnisko?-spojrzałam na zegarek.
-O nie! Harry wstawaj!-wybiegłam spod kołdry do łazienki, już za chwilę wyszłam prawie gotowa.
Harry jednak leżał nadal w łóżku. Ociągał się leniwie.
-Haroldzie Styles natychmiast wstawaj!-krzyknęłam zdejmując z niego kołdrę.
-No już dobra.-zaśmiał się a ja wraz z nim.
Gdy już był gotowy, zamknęłam mieszkanie i podążyłam na dół. Harry nie za bardzo się spieszył dlatego zagroziłam mu ,że nie śpimy razem jeżeli się nie pośpieszy. Nie wiem dlaczego ale dostał przyspieszenia jak wyścigówka. Za chwilę stał już przy wolnej taksówce i czekał na mnie. Mięliśmy 40 minut do odlotu ale zanim dojedziemy na lotnisko minie połowa czasu. Jak zwykle chciałam być wcześniej, nerwy nie dawały mi spokoju.
-Hej, co się dzieje?
-Nic, po prostu denerwuje się.
Szybko dotarliśmy na lotnisko. Harry wziął swoje bagaże i nieudolnie próbował wziąć mój. Wyjęłam mu z ręki rączke od mojej walizki.
-Kochanie, dam sobie radę. To ,że jestem kobietą nie znaczy ,że jestem słaba.
-Ale chyba pomóc ci mogę co?
-Owszem, pozwól jednak ,że teraz dam sobie radę. Kto pierwszy ten lepszy!-krzyknęłam do Harrego biegnąc w stronę lotniska.
Niestety wydało się ,że mam słabą kondycje i chłopak już po minucie był na lotnisku, ja dyszałam w połowie drogi. Wiedziałam ,że przegram.
-Coś mi się należy za wygraną.-powiedział wskazując na swoje usta.
-Zapomnij, potem. Teraz idziemy, zaraz się spóźnimy.
Na szczęście zdążyliśmy. Pani "biletowa" na nas czekała. Życzyła nam miłej podróży i jak zwykle chciała autograf. Harry na luzie podpisał jeden z biletów na nazwisko 'Jarens'. Gdy już zasiedliśmy na swoich miejscach przypomniałam sobie:
-Harry!-powiedziałam lamentując-Zapomniałam mojej bransoletki.
-Kupimy jakąś w Polsce okej?
-Ale ta była...
-Została w domu, jest tam więc nie ma o co się martwić-pocałował mnie namiętnie, to jednak nie zmieniło mojego nastroju.
Całą podróż myślałam o mojej bransoletce. Było mi przykro ,że nie mam jej przy sobie. Zawiodłam sama siebie i to było najgorsze. Nawet nie cieszyłam się już tym ślubem.

-Kochanie! Jesteśmy na miejscu.
-O Harry, długo spałam?-zaspana zapytałam.
-Nie, jakieś 30 minut. Chodź, musimy wziąć bagaże.
Gdy wyszliśmy z samolotu owiał mnie wiatr, zapomniałam ,że tutaj kwiecień nie zapowiada się najcieplej. Harry objął mnie ramieniem i wprowadził na lotnisko.
-Prowadź, ja się tu zgubię.
Poszliśmy wzdłuż znaków. Wzięliśmy bagaże i udaliśmy się do wyjścia. Całkiem nie poznawałam Harrego. Błądził oczami po niebie to po lotnisku. Otworzyłam drzwi taksówki i zapytałam kierowce po Polsku:
-Wolne?
-Tak, proszę-wysiadł i spakował nasze bagaże.
-Co ty do niego a on do ciebie mówi?-Harry z dziwną miną jak zwykle dociekliwy.
-To Polski, nasz ojczysty język.
-Rozumiemmm.
Czekałam tylko kiedy zobacze Mata z jego dziewczyną. Dopiero widziałam ją na zdjęciach a teraz. Mat ma z nią mieszkać, mam być ciocią ich dzieci. Jestem ciekawa jak wyglądają, czy coś się zmieniło. Miałam nadzieję ,że zrobimy im niespodziankę ale tylko kiedy taksówka zajechała pod mieszkanie Mata on już tam stał. Obok niego zauważyłam wysoką kobietę. Była piękna, nawet bardzo. Od razu zauważyłam na niej wzrok Harrego. Wysiedliśmy z taksówki biorąc bagaże.
-Cześć, miło cię widzieć-przytulił mnie Mat-A ty to pewnie Harry. Cześć, Mat.
-Hi, Harry.
Mat uśmiechnął się do mnie.
-To jest siostra Nataszy-powiedział już po angielsku-Natasza przygotowuje się, przymierza sukienke, wiesz te babskie sprawy.
-Miło mi was poznać, Ania.-świetnie mówiła po angielsku.
Weszliśmy do mieszkania Mata i zrozumiałam ,że nieźle się wzbogacił. Mieszkanie było duże, coś w stylu małego domu. W salonie znajdowały się schody na następne piętro. Szukałam Harrego i zauważyłam ,że rozmawia z Anią. Postanowiłam zostawić ich, chciałabym by Harry stał się 'częścią rodziny'.
-Hej, miło mi was...-nie dokończyła-Powinnam po angielsku?
-Nie no coś ty, Wystarczy ,że powiesz jak masz na imię i powitanie-powiedziałam z uśmiechem.
-Hi, I'm Natasza!-lekko skrępowana dodała-Nice to meet you.
Harry lekko przykręcił głowę i machnął ręką 'Hej!'. Poszłam z Nataszą do kuchni zrobić coś do picia.
-Miło mi cię poznać!-poklepałam dziewczynę po ramieniu-Masz piękną siostrę, sama jesteś piękna.
-Dziękuje, ty też wcale brzydka nie jesteś. Nie dziwię się ,że wyrwałaś Harrego. Moja siostra za nim szalała, teraz już nie ma za kim.-zaśmiała się.